Czas na czytanie: „Chciałabym, chciała… O czym Polki marzą w łóżku” Andrzej Depko, Sylwia Jędrzejewska

„Polki stają się coraz bardziej wymagające wobec partnerów, werbalizują swoje potrzeby, chcą czerpać z życia seksualnego pełną satysfakcję. Fantazje pozwalają im na wprowadzenie się w stan podniecenia seksualnego bez uwzględnienia wpajanych przez modele wychowawcze zahamowań seksualnych. Jeżeli kobieta docenia własną atrakcyjność fizyczną, powinna również doceniać własny umysł, który jest równie jak ciało zdolny do kreowania przyjemności seksualnej.”

„Chciałabym, chciała…” to książka napisana przez dwoje seksuologów, którzy obrali sobie za cel „odczarowanie” kobiecych fantazji, które wciąż pozostają ukryte w sferze tabu i zawstydzenia.
W latach 2007-2012 w radiu Tok FM Andrzej Depko oraz Ewa Wanat prowadzili audycję „Kochaj się długo i zdrowo”. W odpowiedzi na wygłoszoną w owym programie prośbę niemal trzysta kobiet zdecydowało się wysłać opisy swoich intymnych fantazji dla celów badawczych. I to właśnie z nadesłanych przez Polki tekstów powstała ta książka.

 

Nadesłane fantazje pogrupowane zostały na 10 kategorii zgodnie ze… skalą Beauforta (:D), gdzie rolę podmuchów wiatru pełnią śmiałość opisu i intensywność doznań. Każdy „stopień fantazji” zakończony jest krótką rozmową autorów, gdzie pytania i odpowiedzi skupiają się na najczęściej poruszanych w fantazjach tematach. Te małe podsumowania pomagają w uporządkowaniu licznych, chaotycznych czasem wypowiedzi, wyjaśniają wątpliwości i oswajają lęki.

Autorzy stawiają sobie za cel przekonać czytelnika, iż fantazje seksualne to zupełnie naturalny i całkowicie normalny fenomen psychiki, są jednym z elementów składających się na ludzką seksualność. Lektura ta, ma w założeniu stać się inspiracją do odkrywania przez kobiety własnych fantazji i ożywiania wyobrażeń. Dla mężczyzn natomiast ma być źródłem wiedzy o „intrygującej odmienności seksualnej kobiet”.

Seksuolodzy nie próbują tłumaczyć, „okiełznać” przesłanych do nich fantazji. Zostawiają je takimi, jakimi są w przekonaniu, że kobieca „seksualność sama się obroni” i nakładanie na nią kagańca męskiej narracji jest zupełnie zbędne. Interpretacja owych opisów zostaje zatem pozostawiona wyłącznie w gestii (i woli) czytelnika.

„Lektura tej książki uprawnia nas jedynie do otwartej dyskusji na temat wyobraźni erotycznej Polek.”

Szczególnie, że próby interpretacji samych, wyjętych z kontekstu fantazji, bez znajomości biografii i doświadczeń seksualnych danej osoby byłaby bezużyteczna i mijałaby się z celem.

Nikt tu zatem nikogo nie ocenia, nie poucza. Lektura ma jednak w pewien sposób charakter edukacyjny – rozwiewa wątpliwości i pozwala na skonfrontowanie własnych wyobrażeń z fantazjami innych, zupełnie anonimowych kobiet.

„Osobowość człowieka powstaje bowiem w wyniku oddziaływania na mechanizmy biologiczne bodźców społeczno-kulturowych zgodnych z tradycjami kulturowymi, w których człowiek się wychowuje i w których funkcjonuje.”

Tłumaczy zahamowania psychiczne wpojone w procesie socjalizacji seksualności i tradycje kulturowe oraz wzorce zachowań odmienne dla obu płci (gdzie tak naprawdę kobiecie niewiele wolno), dzięki czemu łatwiej umiejscowić postrzeganie seksualności w kontekście społecznym i kulturowym. Wyjaśnia różnice między wyobraźnią kobiety i mężczyzny, odmienność ich sposobów postrzegania i odczuwania.

„Jedną z cech charakterystycznych odróżniających fantazje erotyczne kobiet od męskich jest ich koncentracja na emocjonalnej bliskości i zażyłości z osobą z fantazji.”

I co najważniejsze – autorzy robią to wszystko z całkowicie zrozumiały sposób. Spotkałam się kiedyś z opinią, że jeżeli nie potrafisz czegoś wyjaśnić wystarczająco prosto i jasno, to znaczy, ze sam nie do końca to rozumiesz. A Depko rozumie ;) Nie chowa się za medycznym żargonem i mądrze brzmiącymi definicjami, swobodnie korzysta truizmu mówiącego, że czasami to najprostsze porównania są tymi najlepszymi. Mówi o ludziach i do ludzi.

„Przypomina mi się, jak Shrek rozmawiał z osłem i tłumaczył mu, że ogry mają warstwy. Nasza seksualność też je ma. Co więcej, one ulegają modyfikacjom, a rola terapeuty jest docierać do wszystkich warstw, ale jak archeolog – delikatnie, miotełką, a nie od razu wbijać szpadel i wyciągać na wierzch najgłębsze pokłady.”

Książkę momentami czyta się stosunkowo trudno, bo nierówno – właśnie ze względu na jej formę. Każda z autorek pisze w inny sposób – są fantazje opisane z nutą humoru i zupełnie poważne, wręcz pełne patosu. Od lapidarnych wypowiedzi składających się z kilku zdań, przez rozbudowane opisy, aż po dopracowaną biografię seksualną zawierającą wszystkie doświadczenia erotyczne na przestrzeni całego życia autorki. Określone prostymi słowami i pełne tekstów zaczerpniętych prosto z harlequinów. Od porywających, po strasznie męczące, od dzikich, zakazanych przygód, po romantyczne, pełne delikatności i słodyczy zbliżenia. Wysublimowane i ekscytujące, grafomańskie i trącące kiczem, a mimo to pełne wspólnych elementów i powtarzających się motywów.

Podobnie jest z nastawieniem do fantazjowania – znajdziemy tu postawy pełne akceptacji, a także zdradzające zaniepokojenie, budzące wstyd, niepewność, wątpliwości „czy na pewno wszystko ze mną w porządku?”. I w podobny sposób, jak opisane fantazje są powodem różnych reakcji autorek, tak samo wiele emocji budzą w czytelniku – raz jest to niesmak, raz pełne rozbawienia politowanie, czasem uniesienie brwi, a czasem palące rumieńce i energiczne kiwanie głową, bo „Tak, też kiedyś o tym myślałam!” albo „O, tego też chciałabym kiedyś spróbować!”.

Ta pozycja zawiera w sobie całą gamę odczuć i reakcji – i to od obydwu stron – nadawcy i odbiorcy komunikatu. I w dodatku jest bardzo atrakcyjna wizualnie ;)

Andrzej Depko, Sylwia Jędrzejewska, Chciałabym, chciała… O czym Polki marzą w łóżku, Warszawa: Wydawnictwo Wielka Litera, 2017, 278 s.

Książkę zrecenzowałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Wielka Litera.

Reklamy

Czas na czytanie: „Wszyscy ludzie generała. Szalona i przerażająca opowieść o tym, jak wygląda amerykańska wojna w Afganistanie” Michael Hastings

Już jakiś czas temu uczciwie przyznałam, że mimo całej mojej sympatii do historii, jeśli chodzi o współczesne wojny jestem niestety kompletną ignorantką. Taki chyba urok systemu edukacji, na który się załapałam – w każdej szkole poznałam dokładnie przekrój przez wszystkie rodzaje egipskiej piramidy (nie narzekam, kocham starożytność całym sercem!), ustrój polityczny greckich polis, metodę trójpolówki i mroki średniowiecza za to na współczesność jakoś zawsze zabrakło czasu. Ale to nic bo „spokojnie, nadrobicie to w gimnazjum/liceum/dokończycie sami przygotowując się do matury”. Nie wiem, czy wciąż kultywuje się w szkołach ten zwyczaj, bo podstawy programowe, podręczniki i siatki zajęć zmieniają się już chyba co roku, ale coś czuję, że na lekcje historii zawsze będzie za mało czasu. Szczególnie, kiedy można w zamian dodać godzinkę, czy dwie religii. Całe szczęście na maturze współczesność mi się nie trafiła, bo nie dam głowy, czy znalazłabym na mapie ten cały Afganistan, nie mówiąc już o tym kto z kim i właściwie dlaczego.

Podobnie jak w przypadku „Rekinów wojny” na początku czytało mi się bardzo ciężko, właśnie z powodu zatrważających braków w edukacji. Ale Hastings okazuje się być świetnym gawędziarzem i nawet nie zauważyłam, kiedy wsiąknęłam w książkę na dobre.

Autor, jako dziennikarz gazety Rolling Stone, planuje przeprowadzenie wywiadu z generałem Stanley’em McChristalem –  głównodowodzącym wojną w Afganistanie – dzięki czemu zyskuje nadzwyczajną przepustkę do hermetycznego światka wojskowej elity. Ma możliwość towarzyszenia generałowi i jego ludziom w podróży po świecie i w stu procentach wykorzystuje szansę obnażenia ich prawdziwych twarzy. Szczególnie, że generał kreowany jest raczej na gwiazdę rocka i „równego gościa”, niż na poważnego i szacownego męża stanu. I mimo niewątpliwych zasług na polu militarnym, luźne zachowanie jego zespołu uczciwie opisane w artykule Hastingsa, doprowadza do dymisji generała. Prawdę mówiąc skandaliczne zachowanie ludzi u samego szczytu władzy nie zrobiło na mnie dużego wrażania. Czym jest w końcu brak zrozumienia dla ludności cywilnej, lekceważący stosunek do zwierzchników, skłonność do przekleństw, czy nadmierne imprezowanie wojskowych przy przewinieniach władzy cywilnej, która ową wojnę rozpoczęła i kontynuuje?

„Wszyscy ludzie generała” to w moim odczuciu bardziej portret wojny, niż samego McChristala.

„Wojna została zdemaskowana jako Gigantyczny Aparat Kłamstwa (…). Wojna wydawała się jednym wielkim przekrętem.”

Wspomnienia dziennikarza z podróży, którą odbył wraz ze sztabem generała McChristala przeplatają się z rozdziałami przybliżającymi historię i sytuację wojny. Podczas, gdy generał odbywa tournée po Europie, próbując przekonać natowskich sojuszników, że jednak wygrają tę wojnę, sama sytuacja w Afganistanie okazuje się być znacznie bardziej zagmatwana.

Autor przedstawia medialną wartość konfliktu zbrojnego i jego wykorzystanie podczas kampanii wyborczej, przy jednoczesnym braku realnego zainteresowania problemami Afganistanu.

„Sytuacja w Afganistanie jest tak zagmatwana, że nawet sami Afgańczycy nie rozumieją Afganistanu.” – zaczyna jedno ze swoich wystąpień McChristal.

Brak zrozumienia kultury, mentalności i ustroju politycznego Afgańczyków widoczny jest szczególnie w próbie wprowadzenia demokracji w kraju, który jej nie chce i nie rozumie. W jednym z najbiedniejszych krajów świata, gdzie gdzie zaledwie 28% ludności potrafi czytać i pisać, ogarniętym wojenną zawieruchą od ponad 30 lat, gdzie „bojownik” jest oficjalnie wykonywanym zawodem. W kraju pełnym podziałów etnicznych, gdzie niechęć wobec zmian wynika z głęboko zakorzenionego kulturowego konserwatyzmu. Jednak „wprowadzenie demokratycznych rządów” jest na tyle atrakcyjnym hasłem, że kompletnie zignorowana zostaje jawna korupcja i oszustwa wyborcze – Amerykanie ignorują głosy rozsądku byleby tylko nie musieć przyznawać się do sromotnej porażki, brnąc w zaparte, przemieniając wojnę w medialną szopkę. I tak właściwie wygląda cała wojna, której bezsensowność tchnie z każdej kolejnej przewracanej kartki – od nacisków politycznych podczas sprawowania władzy, przez wspieranie watażków, zbrodniarzy i baronów narkotykowych, aż po ograniczenie żołnierzom prawa do używania broni nawet w sytuacjach zagrażających życiu.

Jak to się stało, że wojna z Al-Kaidą, która miała być odwetem za 11 września stała się wojną z najechaną przez amerykanów ludnością, w której nikt tak naprawdę o terrorystach nie pamięta? Kiedy celem staje się narzucenie demokracji, cofnięcie sytuacji w kraju do lat 70., jeszcze sprzed najazdu sowietów, gdy panował w Afganistanie krótkotrwały pokój? Kiedy celem przestało być likwidowanie kilkudziesięcioosobowej organizacji terrorystycznej, a stało się umożliwienie niezliczonym rebeliantom powrót do społeczeństwa? Tekst Hastinga wymienia kolejne absurdy niemalże w podpunktach.

„Wszyscy ludzie generała” to wreszcie opowieść o pracy korespondenta wojennego, która staje się bardziej uzależnieniem, niż zawodem. Autor na własnym przykładzie prezentuje sylwetkę „wojennego ćpuna” przedkładającego możliwość uzyskania dobrego materiału ponad własne bezpieczeństwo, nie potrafiącego funkcjonować bez kontaktu z wojenną zawieruchą. Przygotowując materiał o McChristalu doświadcza klasycznego dziennikarskiego dylematu – polubił członków sztabu generała, został przez nich ciepło przyjemny i sympatycznie potraktowany. Jest wdzięczny za możliwość uczestnictwa w ich życiu zawodowym i rzadki przywilej obserwowania d kulis pracy jednego z najważniejszych wojskowych sztabów dowodzenia. Z tego powodu odruchowo nie chce zawieść pokładanych w nim nadziei i musi walczyć z pokusą ukazania ich w jak najlepszym świetle. Szczególnie, że niepochlebną opinią ryzykuje utratę dostępu do dalszych materiałów, ewentualny proces lub oczerniającą go kampanię. Uznając dziennikarstwo za rodzaj uczciwej transakcji decyduje się napisać obiektywną diagnozę systemu dowodzenia wojną, nie spodziewając się jaki rozdźwięk uzyska jego artykuł.

„… byli oni zupełnie niekontrolowaną siłą, która wypinała się na cywilne dowództwo i za nic miała zwierzchność. (…) kulisy jednego z najbardziej zuchwałych ataków na cywilną kontrolę nad wojskiem, jakiego kiedykolwiek dopuścili się generałowie z Pentagonu…”

„Wszyscy ludzie generała” to książka będąca rozbudowaniem wydrukowanego na ramach gazety Rolling Stone artykułu umiejscowionego w szerszym kontekście historyczno-politycznym. To kawał dobrego reportażu o mrocznym i ponurym absurdzie wojny. W dodatku wciąż aktualnego. Mimo, że od jego napisania minęło już 7 lat, kadrowe zawirowania sprawiają, że ci sami ludzie wciąż znajdują się u szczytu władzy. I tym bardziej interesującego, że sam Hastings zginął w podejrzanym wypadku samochodowym niedługo po opublikowaniu tej książki.

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

Michael Hastings, Wszyscy ludzie generała. Szalona i przerażająca opowieść o tym, jak wygląda amerykańska wojna w Afganistanie, Warszawa: Wydawnictwo Znak Literanova, 2017, 480 s.

Czas na czytanie: „Dziki seks” Carin Bondar

Bywają książki, po które sięgamy kierując się chwytliwym tytułem, a po lekturze okazuje się, że to była tylko taka wydmuszka – z zewnątrz efektowna, w środku pusta. Jednak ta książka zdecydowanie do takich nie należy, tutaj za chwytliwym tytułem kryje się 300 stron równie intrygującej treści.

Dr Carin Bondar – biolog, specjalistka od seksu zwierząt, mama czwórki dzieci – zabiera nas w ekscytującą podróż po świecie zwierzęcych zachowań godowych. Podróż równie fascynującą, co przerażającą, emocjonującą i obrzydliwą, kuszącą i budzącą grozę.

Nigdy nie zapomnę chwili, w której zapytałam weterynarza kiedy moja leciwa kotka-starowinka w końcu przejdzie menopauzę. W końcu jest już babcią i naprawdę mogłaby dać sobie już spokój ze męczącymi i uciążliwymi napadami „miłości do całego świata”. Cóż. Na szczęście nasz weterynarz jest bardzo miłym człowiekiem i nie zabił mnie śmiechem, a cierpliwie wytłumaczył, że menopauza to wygodny przywilej gatunku ludzkiego. Ta sytuacja dość brutalnie uświadomiła mi moją niewiedzę na temat zwierzęcej biologii i tego, jak bardzo człowiek odstaje od swoich „braci mniejszych”. Lektura „Dzikiego seksu” z pewnością pomoże mi uniknąć tego rodzaju blamażu w przyszłości.

A prawda jest taka, że ludzkie obyczaje seksualne, na tle zadziwiającej różnorodności świata zwierzęcego, wypadają zwyczajnie blado, nudno i nieciekawie. Dr Bondar uświadamia czytelnikowi zdumiewające zróżnicowanie przyrody i, co za tym idzie, mnogość najdziwniejszych zachowań godowych. Dzięki tej książce poznamy stworzenia, które zwodzą, mamią, oszukują i stosują przeróżne szachrajstwa. Przeczytamy o podstępnych wybiegach, mających zwiększyć sukces reprodukcyjny samca – od wręczania swoim wybrankom fałszywych prezentów, aż po „wtrącanie się” i przerywanie już skojarzonym parom miłosnych igraszek. Kreatywność innych stworzeń wzbudza zdumienie – moim osobistym faworytem jest samczyk jednego z gatunków ryb, który w celu pozornego zwiększenia atrakcyjności budowanego przez siebie „gniazdka miłości” posługuje się efektem perspektywy. Cwaniak stosuje iluzje perspektywiczne żeby oszukać potencjalną partnerkę! Genialny jest też sposób, w jaki samice pewnego wodnego ślimaka zmuszają partnera do zajmowania się rozwijającym się potomstwem, albo omułki, których plemniki (!) potrafią rozróżnić i wybrać sobie najfajniejsze dostępne jajeczko.

I jak niektóre zachowania zwierząt są fascynujące, nie brak też tych wzbudzających niepokój. Bo storczyk jako femme fatale robi się naprawdę przerażający. A perspektywa seksu między rośliną, a zwierzęciem wzbudzi niewygodne uczucie niepokoju nawet u najbardziej liberalnego czytelnika. I jak jeszcze po orchideach mogłam się tego spodziewać, tak stokrotki-wampy naprawdę mnie zaskoczyły. No bo stokrotki? Symbol skromności? A fe stokrotka, wstydu nie masz!

Czasami mówi się, że kobiety są skomplikowane. Teraz już wiem, że to nie prawda – to obojniaki są skomplikowane. Wysoce niesympatyczny, pełen kolców, stosunek ślimaków zaczyna się zastrzykiem – wycelowanym zazwyczaj prosto w mózg. Obiecuję być dobrym człowiekiem, żeby w przyszłym wcieleniu przypadkiem nie skończyć jako ślimak… No i walka płci na poziomie jednego i tego samego organizmu to też niezły hardcore, naprawdę nie ma czego hermafrodytom zazdrościć.

A im dalej w książkę, tym robi się ciekawiej i ciekawiej. Dzięki lekturze wiem, że monogamia społeczna i seksualna wcale nie muszą iść ze sobą w parze, który gatunek ma jednorazowego penisa (który odrasta), a komu prącie odgryza partnerka (i nie, to nie odrasta), czym jest „strzałka miłosna”, kanibalizm embrionalny i „szermierka penisów”, jakie stworzenie dogadza samiczce wąsami, a jakiemu trudno jest się poruszać ze względu na swoje olbrzymie genitalia. Jakie zwierzę ma dwie macice, a jakie rodzi młode przez penisa (sic!), u jakich gatunków to ojciec zachodzi w ciążę, a u jakich chociaż wykształcił u siebie możliwość laktacji i karmi młode własnym mlekiem. Biorąc pod uwagę makabryczność randkowych obyczajów niektórych zwierząt, jestem zaskoczona, że te jeszcze nie wyginęły. Ta książka to po prostu jedna wielka skarbnica ciekawostek, które zdominują każdą hipsterską konwersację.

Podobno jeśli nie potrafisz czegoś prosto i jasno wytłumaczyć, to znaczy, że sam tego nie rozumiesz. Carin Bondar z pewnością wie o czym pisze, bo wykłada przedmiot swoich zainteresowań w sposób przyjazny czytelnikowi i dowcipny (czasem nawet uszczypliwie dowcipny). A dla dociekliwych i spragnionych dalszych wrażeń autorka proponuje prawie 60 stron dalszej bibliografii. Ta pozycja jest po prostu genialna – błyskotliwa, zaskakująca, trzymająca w napięciu i budząca emocje. Książka popularno-naukowa, a trzyma w napięciu jak najlepszy kryminał i powieść erotyczna w jednym.

Wspominałam na początku, że po lekturze tej pozycji seks człowieka zdaje się być monotonny i nieciekawy. Ale ja tam bardzo się z tego faktu bardzo cieszę!

Za ekscytującą (i nieco przerażającą) lekturę dziękuję Wydawnictwu Znak Liternova.

Carin Bondar, Dziki seks. Niesamowite, zaskakujące i absolutnie porażające fakty z życia intymnego zwierząt, Kraków: Znak Literanova, 2017, 368 s.