Czas na czytanie: „Kot, który spadł z nieba” Takashi Hiraide

Nie lubię takich książek. Po prostu jestem za wrażliwa i za bardzo się przywiązuję do bohaterów ( a już szczególnie do tych puchatych i czworonożnych), żeby chętnie sięgać po powieści oparte na tym schemacie.

I nie mam tu bynajmniej na myśli, że jest to zła książka, wręcz przeciwnie! To piękna historia o zmianach, jakie w życiu dwojga ludzi potrafi wprowadzić kot, którego niezależna i cicha obecność dodaje życiu barw i uwrażliwia na piękno otaczającej bohaterów natury. Historia pełna malowniczych opisów, które tak uwielbiam i odległej, egzotycznej kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Powieść przeplatana refleksami na temat twórczości i tworzenia, dostrzegania piękna natury i sztuki, radości obcowania z przyrodą i radzenia sobie z żałobą po stracie bliskiej osoby. To książka o radości, jaką mogą dać pozornie banalne zmiany. O nieuchronnym przemijaniu, raz cichym i niemal niezauważalnym, raz nagłym i niszczycielskim niczym fala powodzi. I przede wszystkim i pięknej przyjaźni między człowiekiem, a zwierzęciem – przyjaźni pełnej szacunku i zachwytu, którą jako posiadaczka wspaniałych czworonożnych kompanów w pełni rozumiem.

Niezwykła forma powieści – jednocześnie minimalistyczna i rozmalowana – podnosi w moich oczach tą niewielką książeczkę do rangi dzieła sztuki odbieranego wieloma zmysłami. To prawdziwa uczta dla wyobraźni.

A mimo to nie lubię takich książek. Bo po całym zachwycie, który towarzyszył mi podczas lektury, poza kilkoma mądrościami, które zapadły mi głęboko w pamięć, w moim sercu zawsze zostaje smutek i żal. A o takiej książce nie jest łatwo zapomnieć.

Takashi Hiraide, Kot, który spadł z nieba, Kraków: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2016, 144 s.

Czas na czytanie: „Jak żyć z neurotycznym kotem” Sephen Baker

Sylwestrowa lektura, czyli ostatnia w 2016 i pierwsza w 2017 roku – bo nowy rok trzeba było zacząć na wesoło!

_20170112_144437

Największym darem kota dla właściciela jest fakt, że użycza mu swojej obecności. To powinno być więcej niż dość.

Ta niewielka pozycja, w wielu miejscach ozdobiona odciskami kocich łapek, jest właściwie broszurką informacyjną dla właścicieli mruczących czworonogów, dotyczącą postępowania z neurotycznym pupilem.

Z lektury dowiemy się co tak właściwie wpędziło naszego kota w chorobę nerwową i czy koty już rodzą się neurotykami (nie, ale zostają nimi już w pierwszych minutach życia), nauczymy się jak karmić swojego futrzanego współlokatora i w jaki sposób dostarczać mu rozrywki. Znajdziemy również kilka przydatnych sposobów na tresurę i wskazówki dotyczące wspólnej domowej terapii.
Ta pozycja pozwoli nam (nareszcie!) choć trochę zrozumieć kocie spojrzenie na świat.

_20170112_144123

Chociaż moje koty nie zdradzają wszystkich opisanych przez autora zachowań (a może po prostu dobrze się z tym kryją), jak na przykład oglądanie telewizji, czy wygrzebywanie jedzenia z kosza na śmieci (fuj, to byłoby zdecydowanie zbyt niegodne i niehigieniczne zachowanie dla mojej kociej arystokracji), to jednak w większości wpisują się w przedstawiony schemat. Nigdy nie zapomnę prób wyprowadzania Felki na szelkach na spacer – jedna z ilustracji Jackie Geyer każe mi przypuszczać, że jej autorka podglądała mnie wtedy przez okno.

_20170112_144229

Bazując na własnym doświadczeniu w byciu Kocia Mamą dodałabym dwa niewielkie rozdziały: o podawaniu kotu tabletki i leków w formie pasty oraz o marcowych kocich amorach, które dopadają moją wytworną kocią damę co jakiś czas (zupełnie niezależnie od pory roku) i każą jej bezwzględnie podrywać kapcie, nogi od stołu, czy gorący piekarnik.

Książka Bakera może i nie dostarczy czytelnikowi żadnej poważnej i potwierdzonej naukowo wiedzy, pozwoli mu jednak zaznać co nieco rozrywki okraczonej wielokrotnymi okrzykami typu: „O, mój też tak ma!”.

Pamiętaj: twój kot nie jest po to, żeby cię zabawiać. To ty masz zabawiać jego.

_20170112_144335

Choć obecnie nie łatwo ją dorwać, jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich kociarzy i kotolubów (podobnie jak „Historia Kotów” Madeline Swan). Gwarantuję, że rozprawicie się z nią w jeden wieczór. Jeśli wasz kot wam na to pozwoli.

Stephen Baker, Jak żyć z neurotycznym kotem, Warszawa: Wiedza i życie, 1995, 128 s.

Czas na czytanie: „Historia kotów” Madeline Swan

Pozycja obowiązkowa na półce każdego kociarza i każdej silnej i niezależnej kobiety.

IMG_20150318_124958 — kopia

„Historia Kotów” jest obfitującym w ciekawostki zbiorem legend i podań ludowych przemieszanych z historycznymi faktami. Dowiadujemy się z niej między innymi dlaczego koty Mau nie mają ogona, co się stało z podopiecznymi kardynała Richelieu po jego śmierci, gdzie i kiedy żyły „koty lodówkowe”, czyj kot łapał gołębie by zaserwować je swemu panu na kolację, jakie role pełniły koty w czasie wojen światowych, w jaki sposób kot Bomber odróżniał samoloty brytyjskie od niemieckich, której kociej gwieździe kuwetę zaprojektował sam Louis Vuitton, ile razy kot Morris startował w wyborach na prezydenta Stanów Zjednoczonych i po czym można było rozpoznać handlarza mięsem dla kotów w XIX wieku. Dopełnieniem fascynującej kociej historii jest spis słynnych miłośników i wrogów kociego gatunku.

Jedynym moim zastrzeżeniem była cechująca autorkę pewna chaotyczność wypowiedzi. Odniosłam wrażenie, że pani Swan nie do końca zapanowała nad ogromem zebranego materiału, co nieco utrudnia czytanie i przez co wkradły się zabawne pomyłki – na przykład w rozdziale „Bohaterowie średniowiecza” w akapicie zaczynającym się od słów „Średniowieczni artyści…” zostali umieszczeni Pinturicchio, Tintoretto, a nawet Leonardo da Vinci (!). Jednak wraz z upływem kartek, książka staje się coraz bardziej uporządkowana i czyta się ją coraz przyjemniej.

Nie sposób nie docenić przeuroczej szaty graficznej pełnej kocich grafik, zdjęć i ilustracji. Obok kota z okładki nie sposób przejść obojętnie. Niejednokrotnie kartki pooznaczane są śladami kocich łapek niczym średniowieczne manuskrypty, a ze strony 234 obserwuje nas towarzysz Lenin z kotem w ramionach.

„Dom bez kota – bez kota dobrze odżywionego, szanowanego i traktowanego z uczuciem – można zapewne nazwać domem idealnym – ale jak dowieść słuszności takiego stwierdzenia?” – Mark Twain, cyt. za Madeline Swan, „Historia kotów”, s. 220.