Bajki Majki: Pięć książeczek o lesie na jesień

Dzisiaj pierwszy dzień jesieni, i jak za samą porą roku osobiście nie przepadam, tak nie mogę zaprzeczyć, że to jesienią właśnie las jest najpiękniejszy. Kolorowe liście fruną z drzew, a pod nogami łatwo wypatrzeć szyszki, kasztany, czy żołędzie i nieco trudniej jadalne grzyby, których podobno w tym roku jest mnóstwo. Oj tak, las jesienią pełen jest skarbów, szczególnie dla małego odkrywcy i przyznaję szczerze, że kusi nawet mnie (a zazwyczaj wolę raczej otwarte przestrzenie z mniejszą ilością przeróżnych żyjątek w poszyciu). Warto zatem wybrać się na leśny spacer – najlepiej z odpowiednią lekturą do przejrzenia w wózku albo wspólnego przeczytania na ławce! Przygotowałam zatem pięć ulubionych książeczek Majki z lasem w tle. Moja Bobasa ma obecnie 20 miesięcy, ale książeczki są odpowiednie dla dzieci w wieku od roku do około 3/4 lat.

„Zwierzęta w lesie” – jedna z uroczych maleńkich książeczek z serii „Rosnę i poznaję”. Niewielka całokartonowa pozycja wypełniona zdjęciami leśnych zwierząt (po jednym na stronę), opatrzonymi krótkimi opisami. Wielki plus za rzeczywisty wygląd zwierzątek, bo choć ilustracje bywają cudowne, to jednak chciałabym, żeby moje dziecko wiedziało jak wilk, czy dzik wyglądają naprawdę. Kieszonkowy format sprzyja zabieraniu na spacery – książeczka nie zajmuje wiele miejsca w maminej torebce (a wiadomo, że mamy i bez książek poupychanych tu i ówdzie spełniają funkcję wielbłąda) i nie są zbyt ciężkie, by włożyć je do dziecięcego plecaczka. A i cena jest bardzo przyjazna.

„Kto się kryje w lesie” – książeczka z okienkami, czyli to, co dzieciaczki lubią najbardziej. Więcej o tej trzytomowej serii pisałam przy okazji recenzji „Kto się kryje w ogrodzie”. To kilkustronicowe całokartonowe książki w miękkiej, bezpiecznie zaokrąglonej oprawie, których największą atrakcją są poukrywane za okienkami zwierzątka (i robale). Dodatkowym atutem są dziurki w okienkach, które pozwalają podejrzeć co nieco i spróbować odgadnąć kto kryje się w środku jeszcze przed otwarciem (ułatwiają również małym paluszkom samodzielne twieranie). Ilustracje, choć mocno stylizowane , są bardzo sympatyczne i nie sposób się do nich nie uśmiechnąć. To jedna z książeczek oszczędnych w tekst, bogatych w pomysł. No i są mrówki, ślimaki i dżdżownice, do których moja Bobasa ma ostatnio niesamowitą słabość. Zaciekawia i nakłania do samodzielności.

„Babo chce” – najmłodszy z przesympatycznego rodzeństwa, zamieszkującego książki Evy Susso, Babo ma nienasycony apetyt na przygody i poznawanie świata. Podczas, gdy rodzina spędza popołudnie na grze w krykieta w przydomowym ogródku, maluch wyciąga starszą siostrę na spacer po lesie, gdzie spotykają zwierzęta, którymi można się pozachwycać i zwierzęta, przed którymi lepiej zmykać. W pełnej wpadających w ucho dźwięków historii mały czytelnik dowie się jakie skarby i tajemnice kryje las i doceni czas spędzony wspólnie z rodziną. Więcej o tej serii pisałam TUTAJ.

„Las. Obrazki dla maluchów” Émilie Beaumont – książeczka (a raczej już książka patrząc po grubości), którą spokojnie można nazwać pierwszą encyklopedią malucha. Dowiemy się z niej jak wygląda las podczas różnych pór roku, jakie zwierzęta go zamieszkują i na jakie rośliny możemy trafić podczas spaceru. Pomoże odróżnić grzyby jadalne od trujących (choć i tak zawsze należy zapytać dorosłego!), przybliży zwyczaje mieszkańców lasu i nauczy rozróżniania gatunków drzew po ich liściach i owocach. To nieco bardziej wymagająca lektura od poprzednich, polecam podsunać ją raczej trzylatkowi, niż roczniakowi – choć nie ma w niej nadmiaru tekstu, przekazuje sporo informacji. Bardzo pomocna podczas ćwiczenia pamięci i spostrzegawczości.

„Rok w lesie” Emilia Dziubak – książka przepiękna. Przedstawia dwanaście odsłon lasu podczas dwunastu miesięcy w formie dużych (mniej więcej formatu A4), kartonowych plansz. Na pierwszej stronie poznajemy (a właściwie rodzic poznaje i szybko uczy się większości nazw, by wiedzieć co powiedzieć dziecku) przedstawione zwierzęta, każda kolejna natomiast jest osobnym dziełem sztuki, w którym owe zwierzątka zostały poukrywane. I to już wybór czytelnika, czy decyduje się na śledzenie rocznego cyklu życia jednego wybranego zwierzęcia (na przykład dzika lub pająka) i to za nim podąży przez całą książkę, czy może spróbuje swoich sił w odszukiwaniu każdego z bohaterów na każdym kolejnym obrazku. Poza wstępem z podstawowymi (choć wcale nie tak oczywistymi) informacjami o zwierzętach, książka zawiera wyłącznie ilustracje. I to właśnie za pomocą obrazu przekazuje wiedzę o zwyczajach danych zwierząt – w jakim środowisku żyją, kiedy (i czy w ogóle) zapadają w sen zimowy i kiedy się z niego budzą, w jaki sposób zdobywają pożywienie, łączą się w pary, czy jak długo opiekują się młodymi – cała ta wiedza przychodzi jakby przypadkiem podczas oglądania pięknych, pełnych szczegółów plansz. Ilustracjami tej autorki zachwycałam się już podczas opisywania książki „Koala nie pozwala”, i nie ukrywam, że jestem jej wierną fanką. A że ta pozycja skierowana jest już do nieco starszego dziecka, zdolnego skupić uwagę przez dłuższą chwilę przedszkolaka, nie mogę się już doczekać aż Maja do niej dorośnie i będziemy wyszukiwać kolejnych niespodzianek podczas wspólnej lektury. Na razie jeszcze mnogość elementów szybko ją nuży.

Rosnę i poznaję. Zwierzeta w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2015, 18 s.
Kto się kryje. W lesie, Warszawa: Wydawnictwo Zielona Sowa, 2017, 10 s.
Eva Susso, Benjamin Chaud, Babo chce, Warszawa: Wydawnictwo Zakamarki, 2010, 28 s.
Émilie Beaumont, Las. Obrazki dla maluchów, Ożarów Mazowiecki: Wydawnictwo Olesiejuk, 1999, 30 s.
Emilia Dziubak, Rok w lesie, Warszawa: Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 2015, 28 s.

Reklamy

Bajki Majki: „Maluch odkrywa świat. Pierwszy słowniczek obrazkowy. Wokół nas” .

Maja wciąż uparcie nie mówi, chociaż potrafi bardzo dobrze dopiąć swego pokazując dany przedmiot i piszcząc wniebogłosy. Jednak nowe wyrazy chłonie jak gąbka i zapytana o dany przedmiot w większości przypadków potrafi go pokazać albo przynieść (jeśli oczywiście akurat ma na to ochotę). Dlatego też dbamy o rozwój słownictwa, szczególnie, że poznawanie świata to przecież świetna zabawa.

Słowniczki obrazkowe ze zdjęciami, to u nas ostatnio prawdziwy szał. Można pokazywać obrazki paluszkiem i szukać ich odpowiedników w najbliższym otoczeniu. Chyba najfajniejszą propozycją, jaką dotąd wspólnie testowałyśmy okazał się być „Maluch okrywa świat. Pierwszy słowniczek obrazkowy” wybrałam dla Majki część „Wokół nas” ze względu na jego różnorodność, ale w serii jest jeszcze siedem innych tomików o różnej tematyce.

Ta kwadratowa, całokartonowa książeczka została podzielona na pięć sekcji tematycznych – po jednej na dwie strony. Dzięki temu znajdziemy w niej zdjęcia zwierząt, roślin i przedmiotów, które spotkać można w kilku miejscach – na spacerze, w sklepie, na ulicach, w przedszkolu, i w domu. Odkąd za oknem zrobiło się naprawdę ładnie, słowniczek towarzyszy nam podczas spacerów – okazało się, że nieco większy format jest bardzo poręczny podczas oglądania w wózku – i porównujemy napotkane przedmioty z tymi sfotografowanymi w książce. I chociaż w naszej okolicy nie trafiłyśmy jeszcze na ani jeden hydrant, a wszystkie mijane koty są kolorowe zamiast czarne, to zabawa jest przednia, a spacery zmieniają się w pierwsze detektywistyczne przygody.

Ta lektura świetnie rozwija słownictwo, wzbudza zainteresowanie zupełnie nowymi przedmiotami (na przykład śmietnikami ku mojej wielkiej rozpaczy :( ), zwraca uwagę na podobieństwa i różnice oraz wspomaga ćwiczenie spostrzegawczości. Mam również nadzieję, że opisywanie obrazków i powtarzanie ich nazw wspomaga rozwój mowy u mojego leniuszka. W dodatku jest po prostu pancerna (kilka razy razy spadła nam na chodnik i raz w błoto, czego zupełnie po niej nie widać!) i naprawdę ładnie rozwiązana wizualnie, a cena jest całkiem przystępna.

Obie bardzo polecamy do oglądania w domu i poza nim!

Maluch odkrywa świat. Pierwszy słowniczek obrazkowy. Wokół nas, Warszawa: Wydawnictwo Wilga, 2016, 10 s.