Bajki Majki: „Raz, DWA, trzy – słyszymy” Joanna Bartosik

Serię RAZ – DWA – TRZY od wydawnictwa Widnokrąg odkryłam stosunkowo niedawno. Maja była już za duża na pierwszy tom poświęcony zmysłowi wzroku – kontrastowe obrazki coraz mniej ją interesowały. Dlatego zdecydowałam zacząć od drugiego kroku (szczególnie, że ta lektura dedykowana jest dzieciom w wieku 1+) i tym oto sposobem zaczęłyśmy przygodę z tą serią od środka.

W przeciwieństwie do „… patrzymy”, gdzie ilustracje zostały oparte na kontraście czterech barw – czerni, bieli, czerwieni i żółcienia, w drugim tomie mamy już do czynienia z całą paletą intensywnych barw. Obrazki są płaskie, wyraźne, o niewielkiej szczegółowości, wciąż mocno kontrastowe. I co najważniejsze – przezabawne! Maja jest fanką psa jadącego na rowerze (tandemie – w końcu ma cztery łapy!), ja uwielbiam nieszczęsną panią w gipsie – w przeciwieństwie do złamanej nogi, ta zdrowa wygina się swobodnie jakby była z gumy, może to stąd to całe biadolenie? :D

Ilustracje wzbogacone zostały o wyrazy dźwiękonaśladowcze – w końcu to właśnie rozwój słuchu jest głównym celem tej pozycji. Wprowadza małego czytelnika arcyciekawy świat onomatopei – dzięcioły robią stuk puk, nurek robi bul bul, a koło gospodyń wiejskich, sprawnie dziergające na spółę długaśny szalik, robi gadu gadu gadu.

Stukanie, pukanie, ojojojanie, turkotanie i paplanie na stałe wpisało się w nasz książeczkowy rytułał i za nic nie chce się znudzić ;)
Wygodny format dopasowany do małych rączek zachęca do samodzielności, a twarde tekturowe kartki i zaokrąglone rogi chronią przed zbyt szybkim zużyciem.

I chociaż jak na razie testowałyśmy tylko jedną część „trylogii”, to z czystym sumieniem polecam całą serię – pierwsza z książeczek polecana jest już dla kilkumiesięcznych bobasów, pozbawiona tekstu skupia się wyłącznie na trenowaniu zmysłu wzroku. Na trzecią już ostrze sobie zęby (niech no tylko Maj zacznie trochę więcej mówić!), trzeci tom wprowadza maluchy w świat tych najtrudniejszych słów, czyli zwrotów grzecznościowych, których zapamiętanie ułatwią zabawne rymowanki.

Świetne ilustratorstwo wzbogacone dużą dawką humoru – majstersztyk!

Joanna Bartosik, Raz, DWA, trzy – słyszymy, Piaseczno: Wydawnictwo Widnokrąg, 2016, 20 s.

Bajki Majki: „Księga dźwięków” Soledad Bravi

W marcu jak w garncu – raz pada śnieg, raz słońce przygrzewa. U nas akurat wiosna pełną gębą – ptaszki ćwierkają, wiaterek szumi, słonko świeci… a katar robi „A psik!”. Bo w końcu piękna pogoda to najlepszy czas na przeziębienie. Zostajemy zatem w domu, wygrzewamy się w promieniach słońca wpadających przez szybkę niczym dorodne pomidory w szklarni i sięgamy po grubaśne książeczki. A ewentualna kąpiel tylko w basenie z kulkami.

„Księga dźwięków” ma aż 112 kartonowych stron i jest pełna onomatopei. Zarówno tych oczywistych, jak dźwięki wydawane przez zwierzątka (chociaż mewa była całkiem zaskakująca i super przydatna, jako że mew Ci u nas dostatek), przez przedmioty w naszym otoczeniu, jak katar, pociąg, bębenek, czy kościelne dzwony aż po dźwięki zupełnie zdumiewające. Bo czy zastanawialiście się kiedyś jak robi ślimak? A szpinak? Gniazdko elektryczne albo Boże Narodzenie? Jeśli tak (i jeśli nie), to koniecznie sięgnijcie tą pozycję, bo jest rewelacyjna.

Grubaśna i dość ciężka pozycja robi u nas furorę nieprzerwanie od miesięcy. I chociaż Maj nie naśladuje jeszcze dźwięków (ostatnio próbuje z odgłosem petardy, ale jeszcze nie zapeszam!), to kartkowanie tej książki uwielbia od zupełnego bobasa. Przy jednych odgłosach zatrzymuje się na dłużej, inne przerzuca nie dając mamie skończyć wydawać z siebie tych dziwnych dźwięków. Zachęca rodziców do czytania, ale i ogląda ją sobie sama.

Książeczka ma jeden jedyny minus – niestety jest mało dziecioodporna. Co prawda strony są usztywniane, karton jest jednak dość cienki, za to stron bardzo dużo – przy kontakcie z moją małą Destrukcją i tak intensywnym użytkowaniu po prostu rozpada się na kawałki. Ale dzielnie lepimy i sklejamy, chociaż liczę się ze sporym prawdopodobieństwem, iż całkiem niedługo będziemy jej używać jako kart ;)

Ekscytujący przewodnik po świecie dźwięków – intensywne kontrastowe kolory, fantastyczne obrazki, zaskakujące dźwięki i różnorodność – absolutny must have bobasa, bardzo polecamy!

Soledad Bravi, Księga dźwięków, Warszawa: Dwie Siostry, 2016, 112 s.

Bajki Majki: CzuCzu Karty obrazkowe na sznureczku – zwierzątka

Zestaw siedmiu dwustronnych, twardych, tekturowych kart z wizerunkami zwierząt i odgłosami, które owe zwierzątka wydają, połączone sznureczkiem.

Chociaż karty te dedykowane są dla dzieci od 12 miesiąca życia, towarzyszą nam odkąd tylko Bobasa nauczyła się w miarę pewnie chwytać – dzięki obłemu kształtowi, przypominającemu leżącą gruszkę, są idealne dla małych rączek. Bardzo fajna jest również możliwość rozwiązania sznureczka i używania kart pojedynczo – w przeciwieństwie do tradycyjnej książeczki, Maja od początku mogła unieść je samodzielnie (nawet w pozycji leżącej) i nie było obawy, że w przypadku upuszczenia obije sobie nosek.

Sympatyczne, kolorowe zwierzątka kształtują pamięć, a wyrazy dźwiękonaśladowcze zachęcają do wydawania odgłosów i są idealnym treningiem do nauki mówienia. Chociaż Maj jest jeszcze raczej oporna jeśli chodzi o wydawanie w miarę zrozumiałych dźwięków, zawsze lubiła słuchać – naśladowanie odgłosu rybki w wykonaniu mamy (bul bul :D) bardzo długo doprowadzało ją do wybuchów śmiechu.

I co najważniejsze – karty są super wytrzymałe – przetrwały ślinienie, podgryzanie, żucie i rzucanie. Mojej małej Destrukcji nie udało się zrobić im większej krzywdy, żadna z kart nie jest zagięta, naddarta ani porwana, mają jedynie nieco nadjedzone brzegi (zwłaszcza te najbardziej ukochane – z kotkiem i rybką). Jedyną piętą Achillesa jest tekturowy sznureczek, który momentalnie rozmięka w pełnej śliny buźce i chyba kawałek uległ zjedzeniu, ale reszta, o dziwo, przetrwała ;)

To Mai drugie karty na sznureczku, od urodzenia korzystała z kart kontrastowych tej samej firmy i obawiałam się trochę, że ta forma mogła się znudzić i 4/5 miesięczne dziecko nie będzie nimi zainteresowane. Myliłam się bardzo, nowe karty okazały się hitem, a obecnie (Bobasa ma prawie 14 miesięcy) przeżywają swój renesans – tym razem z pokazywaniem paluszkiem i kojarzeniem z zabawkami i obrazkami w innych książeczkach.

Bardzo polecamy!

CzuCzu. Karty obrazkowe na sznureczku. Zwierzątka, Kraków: Bright Junior Media, 2016, 7 s.