Okołoksiążkowy miszmasz: A może nad morze? Z książką – 08.07.2016

To naprawdę wstyd, żeby osoba mieszkająca w Gdańsku wybierała się na spacer po Sopocie raz na dwa lata. A jednak był mi potrzebny kopniak w postaci spotkania autorów, blogerów i innych uzależnionych od książek indywiduów, żeby wyciągnąć mnie z domu – nad morze i do ludzi.

Każdy na pewno dobrze zna to uczucie, kiedy wchodzi po raz pierwszy do zgranego, świetnie ze sobą zżytego towarzystwa, gdzie każdy każdego świetnie zna i lubi. Zapewne wyglądałam trochę jak wystraszony żuczek, kiedy weszłam cichaczem na piątą już edycję kameralnego spotkania „A może nad morze? Z książką” w sopockiej Zatoce Sztuki. Wszyscy wokół witali się serdecznymi uściskami, a ja onieśmielona twarzami znanymi z internetów, stałam na środku z butami w garści jak ostatnia sierotka. Szybko wyczaiłam kogoś równie zagubionego jak ja i czym prędzej się przykolegowałam. Wobec czego imprezę zaczęłyśmy we dwie z nowo poznaną Martą podgryzając ciasteczka, obczajając ukradkiem telefony i próbując rozkręcić kulejącą, jak to na początku, rozmowę.

I wiecie co? Ten stan rzeczy trwał jakieś pół godziny. Ani się obejrzałam, a znajdowałam się w centrum rozmów i śmiechów, a z osoby, która robiła zdjęcia wszystkim grupkom znajomych zmieniłam się w osobę przed obiektywem. W dodatku wraz ze świeżo upieczonymi znajomymi! Naprawdę nigdy nie spotkałam się z tak otwartą, ciepłą i sympatyczną grupą pozytywnych wariatów, którzy „nowego na pokładzie” witają z szeroko rozpostartymi ramionami. Po kilku godzinach czułam się jak u siebie. Nie wiem co to za magia, ale uzależniłam się od niej momentalnie.

Jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem spotkania przyłączyłam się do wspólnego czytania na lekko wilgotnym piasku sopockiej plaży w ramach akcji „Woluminy. Głos książki” organizowanej przez Szufladopółkę. To świetna inicjatywa mająca na celu promowanie czytelnictwa jako sposobu na codzienną nudę dopadającą nas w wielu zupełnie prozaicznych sytuacjach  – w kolejce do lekarza, w stojącym w korku autobusie, czy podczas niecierpliwego oczekiwania na rozpoczęcie spotkania. Cały myk polega na tym, by czytać na głos – i sobie i innym znudzonym towarzyszom niedoli. Właśnie w ten sposób po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Agnieszki Pruskiej, która również przeczytała nam kilka stron swojej książki. W „Żeglażu” zakochałam się od dziesiątej strony, czyli od pierwszego trupa, koniecznie muszę dokończyć go na własną rękę. Pierwsze lody zostały przełamane, bo powiem wam w sekrecie, że Zuzanna Szufladopółka jest ekstra!

Kolejnym sposobem na poznanie nowych ludzi, był quiz integracyjny przygotowany przez pomysłodawczynie sopockich spotkań – Beatę Bookfę (blog Lost.In.The.Library) oraz Beatę z bloga Co warto czytać?, który z daleka przypominał maturę, a okazał się być znacznie trudniejszy. Moja grupa nadała mu godny tytuł „Najbardziej znani autorzy i ich najmniej znane dzieła” a wystarczyło zaledwie dopasować nazwiska pisarzy do tytułów dzieł… Cóż, mój wynik to 1/30. Ale nic nie integruje równie skutecznie, co wspólna niewiedza i porządna burza mózgów!

19884334_1793119650715272_8309946104659628460_n

Wielka książkowa wymiana, zbiórka książek dla Szpitala Morskiego im. PCK w Gdyni w ramach akcji „Wędrujące książki”, niejedno losowanie książkowych gadżetów i czas na gadanie, gadanie, gadanie… W końcu miałam z kim się nagadać. O książkach i nie tylko. Poznałam masę fantastycznych osób, między innymi Dorotę z bloga Przeczytanki, Martę z bloga Marta wśród książek, Monikę z bloga Halmanowa, a także Ewę Formella, autorkę mojej książkowej niespodzianki z wymiany, i Agnieszkę Pruską, z którą głowiłam się nad supertrudnym quizem. Udało mi się nawet zamienić kilka słów z Agnieszką z bloga Czytam, bo lubię, którego podglądam cichaczem od samego początku mojej blogerskiej przygody.

Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu całego wydarzenia – na każdego z uczestników czekał imienny identyfikator z pamiątkową smyczą z potwornym hasłem od Potwornie Prawdziwe „Zbieram książki, żeby kiedyś wreszcie zbudować z nich fort, odgrodzić się od świata i założyć własne państwo.” (nic dodać, nic ująć, to właśnie moje życiowe motto!) i torba z logo spotkania wypełniona po brzegi dedykowanymi niespodziankami od sponsorów. A fotobudka skutecznie uporała się z resztką mojego początkowego zagubienia. O słodkim poczęstunku i jubileuszowym torcie z kolorową posypką nawet nie wspominam, bo wszystko poszło w boczki. Ale niczego nie żałuję. Organizatorom spotkania, czyli Oli z bloga Aleksanda czyta oraz Zuzi i Alanowi z bloga Recenzjum należą się naprawdę wielka brawa. Serdeczne dzięki również wszystkim sponsorom za genialne prezenty – wyszłam obładowana jak wielbłąd, a co pozycja, to ciekawsza. Potrzebuję dodatkowych kilku godzin na dobę, żeby to wszystko przeczytać i poukładać.

19598790_1087476058084401_7855904240075623422_n

Do zobaczenia za rok, bo już na pewno się mnie nie pozbędziecie!

Advertisements

2 thoughts on “Okołoksiążkowy miszmasz: A może nad morze? Z książką – 08.07.2016

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s